1 procent
zobacz >>>





By spełnić marzenie chorego dziecka.

   Dziecko to prawdziwy skarb. Wnosi w życie swoich rodziców wiele ciepła i radości. Każdego dnia na świecie umiera jednak wiele dzieci, niektóre na skutek wypadków, inne z głodu, jeszcze inne w wyniku chorób, które zagrażały ich życiu. Czy w obliczu śmierci dziecko i jego rodzina może doświadczać radości? Czy jest coś, co może wywołać uśmiech na przeoranych cierpieniem twarzach chorego i jego najbliższych? W dzieciństwie chyba każdy z nas marzył o tym, kim zostanie, gdy dorośnie. Chłopcy chcieli wcielić się w rolę policjantów lub strażaków, dziewczynki marzyły o tym, by zostać księżniczkami. Żadna choroba nie może pozbawić dziecka marzeń. Są na świecie ludzie - wolontariusze, którzy angażują się w spełnianie marzeń dzieci, których życiu zagraża niebezpieczeństwo. Niezależnie od tego, czy taki mały pacjent ma bogatych, czy biednych rodziców, czy mieszka w mieście, czy w małej wiosce, ma jednakowe prawo do tego, by jego marzenie się spełniło. Spełnianie marzeń chorujących dzieci to bardzo piękna i szlachetna idea. Pozwala ona na to, by, choć przez chwilę dziecko zapomniało o swojej chorobie, by przeniosło się do świata gdzie nie ma chorób i cierpienia, do świata dziecięcej fantazji i marzeń. A wszystko zaczęło się w 1980 r. od małego chłopca, umierającego Krzysia. Oto relacja jego mamy:

    "Był kwiecień 1980 roku i mój synek Chris umierał na białaczkę. Mój przyjaciel, który dowiedział się, że mały Krzysio chciał zostać, kiedy dorośnie, oficerem policji drogowej i jeździć na służbowym motocyklu, powiedział o tym marzeniu koledze, który był pracownikiem Departamentu Bezpieczeństwa Drogowego stanu Arizona. Ten z kolei poprosił swoich kolegów z eskadry motocyklowej, aby przy nadarzającej się okazji złożyli chłopcu krótką wizytę. Po spotkaniu z Krzysiem wzruszeni policjanci postanowili, że chcą dla niego zrobić coś więcej.
   Poczyniono kroki, aby chłopiec mógł złożyć wizytę w Departamencie Bezpieczeństwa Drogowego i 29 kwietnia 1980 roku Krzysio, w towarzystwie reportera lokalnej telewizji, który filmował całe zdarzenie, przyleciał na miejsce przeznaczenia patrolowym helikopterem. Kiedy ekipa wylądowała na miejscu zasiadł on za kierownicą wozu partolowego i w siodełku motocykla na syrenach dokonał uroczystego obchodu placówki, przekazywany sobie z rąk do rąk przez kolejnych oficerów. Tego samego popołudnia Krzysio został uroczyście zaprzysiężony jako pierwszy i jedyny w historii stanu Arizona Honorowy Policjant Wydziału Drogowego. W oficjalnej czapeczce z policyjnym logo, własnym identyfikatorem i honorowym dyplomem w rączce uśmiechnięty od ucha do ucha Krzyś odwrócił się do swoich kolegów-oficerów i przedstawił się: "Cześć! To ja oficer Chris Greicius!"
   Pierwszego maja 1980 roku biznesmen związany zawodowo z Departamentem Bezpieczeństwa Drogowego i dwoje pracowników firmy "Mundury John'a" przekazali bezpłatnie uszyty na miarę mundur policjanta drogówki dla Krzysia. Tego ranka kawalkada wozów patrolowych i motocykli zajechała pod dom młodego oficera i wręczyła mu nowy mundur razem z hełmem do jazdy na motocyklu. Krzysio pojawił się zaspany w drzwiach domu i przywitał z kolegami - oficerami, którzy ustawieni w szeregu ukradkiem ocierali łzy wzruszenia. Chłopiec przełamał napiętą atmosferę, kiedy z przerażeniem złapał się za serce, gdzie powinien wisieć jego policyjny identyfikator i głośno zauważył, że zostawił go w sypialni. Kilku oficerów weszło z nim do domu, aby odnaleźć zgubę i przypiąć ją do dumnej piersi chłopca.
   Aby zostać pełnoprawnym członkiem motocyklowego partolu Krzysio musiał jeszcze zaliczyć test z jazdy na motorze. Kiedy jednak jeden z oficerów chciał go zabrać na przejażdżkę z pełną powagą oświadczył on, że nie ma zamiaru jechać na czymś, co nie posiada drzwi. Naprędce przygotowano więc prowizoryczny tor przeszkód, który Krzysio pokonał na mini-motocyklu, który od czasu do czasu zastępował jego wózek inwalidzki.
   Chłopiec zdał egzamin z jazdy na piątkę i para skrzydełek - symbol członka eskadry motocyklowej wykonana nazajutrz przez miejscowego jubilera zawisła w dwa dni później w oknie szpitalika Św. Józefa, gdzie Krzysio umierał w stanie śpiączki. Wszyscy pracownicy Departamentu, którzy spotkali małego chłopca zauroczeni byli jego odwagą i niewinnym uśmiechem. Chcieli zrobić dla niego wszystko, co było w ich mocy. Jednym z tych pracowników był Jerry Foster, który bardzo zaangażował się w spełnienie marzenia chłopca.
   3 Maja 1980 roku, kilka dni po wizycie Krzysia i pasowaniu go na oficera, białaczka zabrała życie chłopca. Ponieważ w dniu śmierci był on oficjalnie członkiem policyjnej wspólnoty, koledzy postanowili, że powinien on mieć pogrzeb z honorami należnymi oficerowi służby czynnej. Dwóch członków eskadry postanowiło, że bez względu na obowiązki służbowe wezmą udział w pogrzebie chłopca w odległym Kewanee w stanie Illinois, gdzie miał być on pochowany.
   Jerry Foster zaoferował swoją pomoc. Przez swojego przyjaciela, senatora Barry'ego Goldwatera próbowano zorganizować przelot oficerów i ich motocykli samolotem wojskowym US Air Force. Niestety ani to, ani próba przewiezienia motocykli samolotem kursowym nie doszły do skutku z przyczyn obiektywnych. Ostatecznie, dzięki Jerry'emu Fosterowi, który sfinansował zakup 2 biletów lotniczych do Chicago oficerowie choć bez motocykli mogli uczestniczyć w pogrzebie chłopca.
   Na miejscu okazalo się, że 2 osoby mają podobne do arizońskiej policji brązowe maszyny, które z chęcią wypożyczyli do eskorty honorowej dla Krzysia. Tym sposobem dwaj oficerowie z Arizony, w towarzystwie kolegów z lokalnej i stanowej policji oddali ostatnią przysługę zmarłemu koledze. Krzysio został pochowany z całym ceremoniałem, w swoim służbowym mundurze i z identyfikatorem przypiętym do małej piersi, w trumnie owiniętej stanową flagą Arizony. Po wypełnieniu swojego obowiązku i złożeniu rodzinie kondolencji oficerowie udali się w drogę powrotną do domu.
   Gdy samolot odrywał się od ziemi policjanci w milczeniu zatopili się we wspomnieniach o małym chłopcu. W miarę upływu czasu, zaczęli między sobą głośno wymieniać zapamiętane zdarzenia i zastanawiać się, jak bardzo krótkie życie Krzysia zaważyło na losach tych, którzy się z nim zetknęli. Jeden z nich rzucił pytanie, jak wiele musi być dzieci walczących tak jak ich młody kolega ze śmiertelną chorobą...
   Zdając sobie sprawę z tego, że pieniądze na leczenie Krzysia nie przedłużyłyby jego życia i zainspirowani spełnieniem jego marzenia postanowili oni założyć fundację Make-A-Wish. Dziewięć miesięcy, trzydzieści osiem dolarów i pięciu woluntariuszy później, fundacja spełniła marzenie swojego pierwszego dziecka - małego indiańskiego chłopca z plemienia Yakki, który podobnie jak Krzysio chciał zostać policjantem. Stojąc ramię w ramię z jego mamą, często w jej objęciach zalana łzami z powodu żalu za straconym synem, czułam jednak nasze zwycięstwo nad śmiercią, ponieważ marzenia naszych chłopców stały się rzeczywistością.
   W styczniu 1982 roku stacja telewizyjna NBC nadała specjalny program poświęcony działalności naszej organizacji. Program ten poruszył serca wielu ludzi w całym kraju i setki telefonów i listów z pytaniami, jak utworzyć lokalny oddział Make-A-Wish "zalały" nasze skromniutkie biuro. Nasza mała grupa wolontariuszy zdała sobie sprawę, że fundacja musi się rozwijać. Z wielkim entuzjazmem poprzysięgnęliśmy sobie, że nie spoczniemy, dopóki każdemu dziecku dotkniętemu śmiertelną chorobą nie spełnimy dziecięcego marzenia.
   Od kiedy fundacja rozpoczęła swoją działalność w 1980 roku. Jej głównym zadaniem jest ulżenie w chorobie dzieciom i ich rodzinom. Chcemy, aby na krótką chwilę przenieśli się oni z tragicznej rzeczywistości w świat fantazji. Kilka dni wspólnej radości bez codziennych kłopotów i zmartwień. W swojej misji, fundacja pojawia się w ich życiu, spełnia dziecięce marzenie, ogląda ich uśmiech i cicho odchodzi, zostawiając rodzinę, aby mogła we własnym gronie cieszyć się marzeniem i wspólnie spędzonym czasem."

   Jeśli ktoś z czytelników, miałby ochotę zaangażować się w podobne działania, zapraszam do Agencji Zatrudnienia dla Osób Niepełnosprawnych.
Źródło: www.mammarzenie.org.

 

Magdalena Mazur - Koordynator zatrudnionych wolontariuszy.

Laboratorium ECDL


Polskie Towarzystwo Informatyczne

Agencja Zatrudnienia Fundacji Fuga Mundi

Nasza działalność została nagrodzona DYPLOMAMI

Dobre Praktyki
EFS 2008

Dobre Praktyki
PFRON 2006

Polityka prywatności | Mapa serwisu

© 2008 Fundacja Fuga Mundi, wszelkie prawa zastrzeżone

Data ostatniej modyfikacji: 05.12.2019r.
Stronę odwiedzono 18292907, aktualnie przegląda ją 7 osób.
FFM Projekt współfinansowany ze środków
Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
PFRON